Wyszukiwarka

Kategorie produktów


Polecamy szeroki wybór artykułów szkolno biurowych oraz pomocy edukacyjnych
 

Świerzowa Ruska

Druga wiosenna wyprawa w rejon Beskidu to spacer wzdłuż ścieżki historycznej Świerzowa Ruska. W podróż wyruszyliśmy pomimo nieciekawej pogody, padającego deszczu i kwietniowego chłodu. Wycieczka do Świerzowej Ruskiej to podróż w czasie - nasza wędrówka upłynęła na rozmowach o tym, co wydarzyło się na tych ziemiach w XX wieku. Patrząc na potok Świerzówkę zawalony pniami i gałęziami, na zarośnięte ruiny ziemianek, na zmurszałe dziś i rachityczne jabłonie, obok których pracownicy MPN dosadzają młode drzewka aby zachować wspomnienie o tym miejscu, trudno uwierzyć, że ta dolina obecnie leżąca na terenie Magurskiego Parku Narodowego w 1945 roku liczyła 450 mieszkańców. Wtedy to na skutek sowieckich nacisków prawie wszyscy mieszkający tu Rusini zostali wysiedleni na tereny dzisiejszej Ukrainy, a z opustoszałych domostw skorzystali banderowcy z UPA. Z dawnych mieszkańców wsi pozostało po pierwszym wysiedleniu 9 osób, ci zmuszeni zostali do emigracji dwa lata później podczas akcji „Wisła”.  Z czasem bandy UPA przestały istnieć, domy opustoszały ale polscy osadnicy nie chcieli zasiedlać tych trudnych do życia ziem - nad Świerzową zapadła cisza…
 
Spacer zaczynamy przy starym cerkwisku. Z budowli spalonej doszczętnie pozostała tylko kopuła. Najlepiej zachowała się cerkiew. p.w. Michała Archanioła w niedalekiej Świątkowej Wielkiej - od roku 1986 to kościół rzymskokatolicki. Nieodległy cmentarz robi przygnębiające wrażenie, niszczejący, zalany deszczem… gdzieniegdzie pojedyncze kwiaty i wieńce podkreślają tylko smutek tego miejsca. Jest jeszcze szaro – tutaj przyroda startuje później, mamy wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie, do marca. Opuszczamy wzgórek i nekropolię, kierujemy się w stronę Majdanu (był tam tartak) , to w stronę Bartnego. Po kilku krokach niespodzianka, tuż nad naszymi głowami przelatuje bocian czarny – jeden ze skarbów Magury. Skryty krewniak naszego „boćka” mieszkający z dala od ludzi w dzikich ostępach leśnych.  Widok tego przepięknego ptaka wyrywa nas z otępienia i pomimo wczesnowiosennego błotnisto – deszczowego klimatu zaczynamy dostrzegać piękno tego miejsca. Idziemy prawie cały czas wzdłuż Świerzówki, niemożliwie zakrzaczonej. Mnogość zwalonych do strumienia pni cały czas przypomina nam, że jesteśmy na terenie parku narodowego. Droga też trudna. Co kawałek zwalone przez wichurę drzewa kompletnie tarasują szlak, jakby cała dendrologia Magury chciała pokazać nam środkowy, wyciągnięty palec… Idziemy dalej nie przejmując się przeszkodami i radośnie przedzieramy się przez przeszkody – drzewa ze ścieżki zostaną na pewno sprzątnięte już za chwilę. Błoto wyschnie, wyjdzie słońce, koło maja jest tu po prosu przecudnie.
Mijamy nieliczne już dziś świątki, krzyże, pomniki świętych. Cicho szepczą murszejące sady jabłoniowe i szemrze Śwerzówka… Dochodzimy do przystanku nr 5 wyjątkowo dobrze widoczna i zachowana piwniczka. Jak trudno dziś uwierzyć, że pół wieku temu Beskidy i Bieszczady to były jedne z najgęściej zaludnionych terenów w Rzeczpospolitej. Kilkaset lat dobrosąsiedzkiego życia Polaków i Rusinów przekreślił czas pogardy i nienawiści - wybuch ukraińskiego nacjonalizmu, faszystowska okupacja i na koniec Stalinowski powojenny terror.
Po drodze nowe mostki pozwalające przejść suchą stopą przez potok. Wiele osób twierdzi, że zabrały klimat tego miejsca, zaburzyły harmonię. Z jednej strony z pewnością ścieżka się ”skomercjalizowała”, z drugiej coraz więcej ludzi odwiedza te tereny, każdy chciałby przejść ten szlak po swojemu, wytyczyć własną drogę na Majdan. Te ułatwienia ograniczają inne zniszczenia. No i bez tych mostków małe dzieci i osoby starsze mogły by mieć problem z sforsowaniem strumienia. Jak zwykle, coś za coś…
Dziwny to spacer, pełen nostalgii, historii, zimna i błota. Pięknie zmęczeni dochodzimy do stacji nr 8 - domku MPN na śródleśnej polanie, jesteśmy prawie na Majdanie, ale tam już byliśmy i pójdziemy jeszcze pewnie nie raz kiedy indziej… Polanka jak wszystko dziś mokra, po godzinnym spacerze przez las i tak wydaje się radosna, może to wiosenne kwiaty dodają jej uroku.
Wracamy. Znów przedzierając się przez zwalone modrzewie, buki, jodły i olszyny docieramy do samochodu zaparkowanego pod starym cerkwiskiem.
Zauroczeni dzikością miejsca polecamy wycieczkę choć nie dla każdego w kwietniu, gdy Park jeszcze nie odetchnął po zimie. Wkrótce trasa po uprzątnięciu drzew stanie się prosta i przyjemna, letni, a rodzinny spacer w upalny dzień w chłodzie Świerzówki na długo zapadnie w pamięci.